czwartek, 12 stycznia 2017

Skopana Apokalipsa, dobry Antychryst i "Przistoyne i akuratne profecyje" w tle - czyli rwijcie boki ze śmiechu

Jak można sknocić Armagedon? Jakim cudem wychowanie Antychrysta może się okazać taką fuszerką? Jak zgubić Antychrysta? Przygotujcie się na najlepszą i najśmieszniejszą Apokalipsę, jaką można było wymyślić.

Czesław Miłosz napisał w "Piosence o końcu świata":
"Innego końca świata nie będzie"

W "Dobrym omenie" również chce się to powiedzieć. Świat,w którym ludzie bez ustanku dążą do samounicestwienia. Diabeł Crowley zauważa już na początku książki, że Armagedon jest niepotrzebny, po co komu wielka wojna, przecież świat porusza się po równi pochyłej ku samozagładzie.

"Rzecz jasna, robił co w jego mocy dla uprzykrzenia życia wszystkim ludziom - w końcu było to jego powołanie, ale nawet największa podłość z jego strony wydawała się dziecinnym psikusem wobec tego, co ludzie wyczyniali ze sobą. Mieli prawdziwy talent do czynienia zła, jakby zaprojektowano w nich wadę fabryczną. Przychodzili na świat, który od początku był im na tysiące sposobów nieprzyjazny, a potem usilnie starali się, by stał się ich wrogiem. Coraz trudniej było wymyślić coś tak diabelskiego, co by przyćmiło powszechną i wrodzoną złośliwość ludzi. W zeszłym stuleciu Crowley kilka razy miał ochotę powiedzieć tym na Dole: Słuchajcie, możemy sobie odpuścić już teraz, zamknąć kramik z Dis i Pandemonium i przenieść się tutaj."

Czterech jeźdźców Apokalipsy w ludzkiej skórze. Właściwie, w tym przypadku, to czterech motocyklistów Apokalipsy. Wojna, jako korespondent wojenny. Wojna zawsze jest ciekawym tematem i wyjątkowo łatwo ją spowodować. Tylko czy ktoś jej przeciwdziała? Głód, sprzedawca fast foodów. Pozornie niegłodni, zapychający żołądki śmieciowym jedzeniem, w którym nie ma nic dobrego dla naszego organizmu, żadnych kalorii czy witamin. Śmierć głodowa z przejedzenia? Zaraza odeszła ustępująca miejsca Skażeniu. Skażenie jak to skażenie świetnie odnalazło się w tym pięknym ludzkim świecie. Wśród toksycznych odpadów, zanieczyszczonych rzek i powietrza. Przy końcu świata oczywiście nie może zabraknąć też Śmierci, która zbierze obfite i krwawe żniwo. Śmierć jednak staje się właściwie ratunkiem od tego zniszczonego przez człowieka świata.

Nie można też nie wspomnieć o Azirafalu i Crowleyu. Anioł i Diabeł. Niezwykły duet połączony osobliwą przyjaźnią. Obaj przebywają długo na ziemi i każdy na swój sposób stał się ludzki, przywiązany do tego świata. Crowley to diabeł, ten który kusił człowieka od wieków, wąż. Zakochany w swoim Bentleyu, dobrej muzyce i innych ziemskich uciechach. Swoje diabelskie zadania wykonuje nowocześnie i pomysłowo, jednocześnie bezbłędnie odczytując działanie ludzkich uczuć i zachowań. Nie musi biegać i kusić, przekonywać, bowiem ludzi nie trzeba namawiać do grzechu. Grzeszą bardzo chętnie i grupowo, gdy tylko stanie się im niewygodnie, odbierze się im przyzwyczajenia i komfort.
Azirafal z kolei jest niepoprawnym altruistą. Chciałby dogodzić wszystkim i to na wyrost. Pięknie to widać w scenie, gdzie pierwszy raz spotyka Anathemę, współczesną wiedźmę. Zajmuje się starymi księgami. Ubóstwia stare księgi, podobnie jak Crowley swego Bentleya. Posiada oryginalną kolekcję rzadkich wydań Biblii, przepowiedni i wróżb. Mimo, że jest księgarzem, to wcale nie zależy Mu na sprzedaży ksiąg. To zachłanny książkowy chomik, podobnie jak ja.
Dość powiedzieć, że obaj naprawdę lubią ziemię, taką jaka jest, choć może nie idealna. Wobec tego próbują obalić Armagedon, gotowi na wszystko.

Nie byłoby też połowy zamętu, gdyby nie celna przepowiednia Agnes Nutter w książce "Przistoyne i akuratne profecyje". Problem z odczytaniem polega wyłącznie na tym, że Agnes nie znała się kompletnie na przyszłości. Widziała rzeczy, których nie rozumiała. Wiele pokoleń jej potomków wzięło sobie za cel rozszyfrowanie jej proroctw. Czasami z lepszym, a innym razem z gorszym skutkiem. Jedno wiadomo, koniec świata jest bliski.

No i jedenastoletni Antychryst. Dziecko, które ma władzę zmieniać dowolnie świat, zgodnie z własną wyobraźnią. I niech mi teraz ktoś powie, że dobór lektur nie jest jednym z kluczowych elementów edukacji naszych dzieci. Świat jest jak z plasteliny. Mały Adam zainteresowany niewiarygodnymi zjawiskami, które dla większości zwykłych ludzi są po prostu bujdą na resorach, potrafi najśmielsze wyobrażenia wcielić w życie. Ot tak zwyczajnie. UFO? No oczywiście, że istnieje i z pewnością ma do przekazania ludzkości bardzo ważne orędzie. Orędzie nieco bez sensu i kompletnie nie do pojęcia? To przecież jest orędzie dziecka włożone w usta wymyślonych kosmitów i jest ważne, i ma sens, tylko trzeba zejść na ten dziecięcy tor myślowy.

"Wszystkie triumfy i katastrofy tego świata ludzie powodują nie dlatego, że są z gruntu źli albo z gruntu dobrzy, lecz dlatego, że są z gruntu ludźmi." - właściwie miałam ochotę zacytować Wam z pół książki, ale powstrzymam się, żebyście mieli jeszcze co przeczytać.

Książka jest fenomenalna. Oczywiście, jak to u Pratchetta, mamy cały szereg oryginalnych i barwnych postaci. Liczne przypisy dodają smaku i dodatkowego rozbawienia. Warto też pamiętać, że powieść ta charakteryzuje się całym mnóstwem aluzji, bardziej i mniej bezpośrednich. Dla obytego czytelnika jest to niesamowita frajda, która całej historii dodaje obłędnego uroku.
Mocno wyczuwalna jest ręka Pratchetta, czego obawiałam się początkowo, ponieważ już kiedyś nie spodobał mi się Świat Dysku. Może wówczas jeszcze do niej nie dojrzałam, nie wiem. Grunt, że teraz postanowiłam wrócić do książek Pratchetta, może nie w tej chwili, ale z pewnością po nie sięgnę. Z przyjemnością też obejrzę ekranizację ze scenariuszem Gaimana.

"Niekiedy patrząc na spełnianie się w życiu boskich planów, pozostaje tylko mieć nadzieję, że jednak ktoś to wszystko przemyślał."

Czytaliście? Jeśli nie to koniecznie przeczytajcie. Polecam zaopatrzyć się przed lekturą w igłę i nici, bo momentami można pozrywać boki ze śmiechu, a głupio tak chodzić z wiszącymi bokami. Polecam.
Wybrałam "Dobry omen" znienacka i całkiem nieoczekiwanie, a wszystko dzięki Rozkminy Hadyny.

Postanowiłam ostatnio, że będę oceniała książki, o których Wam piszę. Zawsze na koniec wpisu. Przyjęłam skalę 1-10, podobną jak na lubimyczytac.pl.

"Dobry omen"
Terry Pratchett, Neil Gaiman
Tłumaczenie: Jacek Gałązka, Juliusz Wilczur Garztecki
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 414
Ocena: 10/10 (mistrzostwo)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo mnie cieszy, że zaglądasz na mojego bloga.
Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad, to mnie motywuje i nadaje większy sens temu, co piszę. Chętnie zajrzę też na Twojego bloga, jeśli jakiegoś prowadzisz.