wtorek, 23 maja 2017

Losu oszukać się nie da, bogów też nie bardzo, ale czasami trzeba próbować...

Cykl "Kwiat Paproci" Katarzyny Bereniki Miszczuk oczarował mnie całkowicie. Początkowo pierwszym tomem byłam zawiedziona, ale tylko przez kilka pierwszych stron. Wynikało to z tego, że po książkę sięgnęłam powodowana impulsem i nie czytałam za bardzo o czym ma być. Okazało się, że historia jest osadzona w całkiem współczesnych czasach, a Autorka przedstawiła alternatywną historię Polski, jak mógłby wyglądać nasz kraj, gdyby słowiańskość utrzymała się w naszym Narodzie do dnia dzisiejszego. Bardzo szybko minął mi pierwszy szok i zagłębiłam się w powieść zapominając o całym świecie. Połknęłam ją w kilka godzin i z porządnym kacem książkowym, nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Na drugą część trzeba było poczekać, a ja nie mogłam znaleźć sobie miejsca w domu. Drugi tom wywarł na mnie podobne wrażenie, a trzeci, pt. "Żerca"...

piątek, 19 maja 2017

Zło, które obiecuje najrozsądniejsze rozwiązania - co wybierzesz?

Czytając pierwszy tom "Czarnego Wygonu" uważałam, że jest to naprawdę dobra historia i trochę się obawiałam drugiej części. Wydawało mi się bowiem, że nie ma tam już dużo do dodania. Autor mógł spełnić moje oczekiwania i po prostu z rozmachem zakończyć opowieść, wszystko wydawało się proste i oczywiste. Dlatego uniosłam brwi ze zdziwieniem widząc ile stron czeka w drugiej części i pozwoliłam sobie na myśl, że może Stefan Darda przesadził, może rozciągnął niepotrzebnie i lał wodę przez połowę drugiego tomu? Na szczęście okazało się, że moje obawy były kompletnie bezpodstawne.

Jeżeli przy pierwszej części opowieści o Słonecznej Dolinie i Czarnym Wygonie sądziłam, że jest to zawiła i wypełniona gawęda, to teraz nie wiem, co powiedzieć o drugim tomie. Możecie mi nie wierzyć, ale atmosfera zagęszcza się do granic możliwości, a klimat grozy wyłazi z książki niczym najstraszniejszy koszmar i bezczelnie staje przed Tobą, by zwykłym "bu" spowodować nagły atak paniki. Doprawdy, przy poprzednich publikacjach Stefana Dardy, czułam zimny dreszcz na plecach i oglądałam się przez ramię, a teraz każde skrzypnięcie drewna, czy czegokolwiek, powodowało, że podskakiwałam do góry.

Jako wprowadzenie mamy opowiadanie zatytułowane "Słowo Czarnego", które od pierwszych stron wprowadza czytelnika w klimat grozy i zagęszcza atmosferę wokół. Fragment też stanowi swoistą zapowiedź tematyki tej części powieści, ale oczywiście nie zdradza żadnych ważnych szczegółów, które mogłyby popsuć przyjemność z lektury, zbyt szybkim odkryciem kart. Służy raczej, jako przystawka na zaostrzenie apetytu. Muszę przyznać, że już ten fragment sprawił, iż mimo długiej przerwy po pierwszym tomie, od razu poczułam dreszczyk.

W Bisach powracamy do realnego świata. Jednak przechodzi do niego także zło w czystej postaci. W pierwszej części najczarniejszym, najbardziej koszmarnym i paskudnym charakterem był ksiądz Dobrowolski, ale w drugiej części mamy do czynienia z kimś o wiele gorszym. Bobowicz, zwany również Czarnym, jest rzeczywiście Czarnym, to Zły, który przywłaszczył sobie ludzkie ciało.

Muszę wspomnieć, że zostają wprowadzone zupełnie nowe osoby. W świat klątwy zatajenia zostają uwikłani mieszkańcy okolicznych wsi. Witold Uchmann, w końcu uwolniony z przeklętej wioski, nadal nie może spać spokojnie. Z jego snem związane są też inne przypadłości dziennikarza, o których Wam nie opowiem. Poza tym książka, niejako na główny plan, wysuwa również Teresę Bielak i jej śmiertelnie chorego syna, Mateuszka. Z jakiejś przyczyny zło się dopomina właśnie o nich, po Mateusza wyciąga swoje paskudne, zbrukane łapy.

Jak wspomniałam na początku, w drugim tomie atmosfera się zagęszcza, klimat staje się jeszcze bardziej mroczny i groźny, a fabuła i sytuacja bohaterów jest znacznie bardziej zagmatwana, uwikłana w zło, które przeniknęło już do realnego świata. Wcześniej można było jeszcze żywić nadzieję, że potworni umarli, wstający z grobów, są uwięzieni w jakby innym wymiarze. Teraz już nie ma nadziei, teraz trzeba się zmierzyć z nim na własnym podwórku, a i jego siła okazuje się znacznie większa.

To, co mnie ujęło w "Bisach" to jakby przekazana nieco między wierszami, filozoficzna analiza zagmatwania się człowieka w zło, zbratania się z Czarnym, który tutaj nabrał całkiem realnych, fizycznych kształtów. Autor wprost podaje nam powód, dla którego ciemne siły sięgają właśnie po tego, a nie innego człowieka. I najbardziej przerażające jest to, że sama nie raz myślałam o tych scenariuszach. Może ktoś powiedzieć, że to tylko wiele banałów, ale gdyby się zastanowić szybko dochodzimy do wniosku, że coś w trawie piszczy. A piszczy między innymi wybieranie "mniejszego zła", acz zło przecież złem pozostanie, czy mniejszym czy większym trudno ocenić, bo ocena będzie zawsze niezwykle subiektywna. Rozsądek ludzki to również bardzo względny atrybut, bowiem dla jednego rozsądnym będzie gonitwa za pieniądzem, dla drugiego za pozornym szczęściem, a dla trzeciego ukrywanie swojego tchórzostwa i braku poczucia odpowiedzialności. Jeszcze inni okażą się zwyczajnie leniwi, lub wygodni, lub egoistyczni. Każdej z tych osób rozsądek podpowie inne rozwiązanie, a już Czarny będzie wiedział, co rozsądnego im zaproponować. Poza tym nawoływanie ciemnych mocy może być zwyczajnie nieprzemyślanym głupstwem, jak nadanie kotu imienia "diabeł". I chociaż to się może wydawać komuś śmieszne, to osobiście wolałabym uniknąć zwracania na siebie uwagi przez jakiekolwiek, niezbadane przecież, ciemne siły.

W bardzo mocny sposób pokazana została też siła wolnej woli człowieka, siła wyboru jakiego dokonujemy, i który to wybór może ugruntować naszą pozycję. Decyzja jaką podejmiemy może nas wyzwolić lub zniewolić. Wybierając zło musimy się liczyć ze zniewoleniem, bowiem bez tego zła już nie potrafimy nic osiągnąć, współpraca wyniszcza i czyni człowieka niewolnikiem (nota bene zupełnie, jak banki swoimi kredytami zniewalają ludzkość, czyżby w nich też był jakiś szatański plan). To jest coś na kształt mafii, a przecież z mafii nie można odejść, prawda? Siły dobra w tym przypadku wyciągną rękę, ale nie uczynią nic na siłę. Nikt nie wybierze za nas, ani nie zmusi nas do niczego. Uzyskać można jedynie wskazówki, rady, pomoc, gdy jesteś zdecydowany, po której stronie stoisz.

"(...) Bóg chciałby, żeby ludzie w niego wierzyli, natomiast dla Czarnego nie ma większej satysfakcji od świadomości, że ludzie nie dopuszczają możliwości jego istnienia. Wtedy właśnie triumfuje. Gdyby ktoś przeprowadził dowód potwierdzający funkcjonowanie ucieleśnionego zła, to szatan byłby skończony, ponieważ wszyscy zaczęliby się bać. A tak? Kiedy powszechnie uważa się - zwłaszcza w dwudziestym pierwszym wieku - że istnienie diabła to jakieś bajki dla niegrzecznych dorosłych, to ... hulaj dusza, piekła nie ma! No i dusze hulają, a Czarny tylko zaciera łapy."


Zakończenie w opinii niektórych zawodzi. Mnie nie zawiodło, ale to chyba kwestia upodobań, oraz tego, co z danej pozycji wyciągamy dla siebie.

Stefan Darda to świetny Autor i jeden z moich ulubionych. Książki czyta się przyjemnie i lekko. Groza prowadzona jest klasycznie i napięcie Autor buduje przez całą powieść. Z pewnością na ogromny plus zasługuje dobry warsztat i oparcie historii na znanych, polskich legendach. Dodatkowo Autor ma bardzo gawędziarski styl. Nie tylko wciągamy się w powieść czując ją mocno, jakbyśmy byli uczestnikami historii. Czytając powieści Dardy mam wrażenia, jakbym siedziała gdzieś przy ognisku słuchając takiego bajarza, co to chodzi od wioski do wioski i opowiada za miskę strawy, i możliwość przenocowania w stodole. To naprawdę dobra literatura grozy.

"Gdyby można przeprowadzić dowód na istnienie Boga, to wiara w niego przestałaby być jakąkolwiek wartością."

A za przekonanie mnie do tego Autora, jeszcze raz, serdecznie dziękuję innej Blogerce, Gosi z The books spot :)

"Czarny Wygon. Tom II (Bisy i Bisy II)"
Stefan Darda
Wydawnictwo: Videograf
Liczba stron: 432
Ocena: 9/10 

poniedziałek, 15 maja 2017

Nie wszystko jest takie, jakim się wydaje - "Mroczna toń" A.J.Banner

Otwierając książkę byłam zaintrygowana, ponieważ to kolejna pozycja ostatnio z wątkiem dotyczącym amnezji, o którą się potknęłam. Amnezja ciekawi mnie przede wszystkim dlatego, że nie potrafię postawić siebie w takiej sytuacji, po prostu to dla mnie nie do pojęcia. Mam dość dobrą pamięć, w głowie mogę odnaleźć szczegóły z przed lat, na które nikt by nie zwrócił uwagi. Cały czas potrafię zadziwiać mojego Męża, pamiętając dokładnie drobiazgi z czasów, kiedy się poznaliśmy. Dlatego też całkowite zapomnienie jakiegoś fragmentu przeszłości to dla mnie coś nie do pojęcia.
Zamykając książkę pomyślałam zwyczajnie i prosto: "jaka opcja!".

A.J. Banner napisała thriller psychologiczny, w którym może akcja nie toczy się w zastraszającym tempie, ale od pierwszych stron do ostatnich trzyma w napięciu. Tempo jest równe przez całą książkę, by na koniec gwałtownie przyspieszyć i dać czytelnikowi w kość zwrotem akcji.

Narracja prowadzona jest z punktu głównej bohaterki, Kyry Winthrop, która podczas nurkowania uderzyła głową o skałę i straciła przez to pamięć. Nie jest to całkowita amnezja wsteczną. Utraciła wspomnienia o samym wypadku, oraz 4 lata przed nim. Dodatkowo ma problemy z pamięcią krótkotrwałą, co powoduje, że wciąż czuje się nieswojo i niepewnie. Kochający mąż, Jacob, stara się zrobić dla niej wszystko, by mogła rozpocząć nowe, spokojne życie.
Akcja powieści toczy się na odosobnionej i nieco odludnej wyspie Mystic Island. Z jednej strony miejsce wydaje się nieco mroczne i niepokojące, na co duży wpływ mają niestabilne odczucia narratorki. Z drugiej natomiast, jawi się niczym raj na ziemi, gdzie można zaznać sielankowego, spokojnego życia, spacerować po plaży, uprawiać przydomowy ogródek i żyć z dala od cywilizacyjnych stresów. No i właśnie już od tego momentu czujemy się niepewni, coś nas niepokoi w na tej wyspie i niepokój ten tylko się wzmaga wraz z kolejnymi stronami.

"Jacob nie odstępuje mnie na krok. Martwi się, że zapomnę, gdzie jestem. Nie spodoba mu się, że poszłam sama na plażę. Mogę stracić orientację w terenie i się zgubić. Mąż, niczym Anioł Stróż, śledzi każdy mój ruch. A ja go w ogóle nie pamiętam."

Kyra próbuje odkryć siebie na nowo, pracuje nad przywróceniem sobie wspomnień po czujnym okiem cierpliwego męża. Niekiedy wracają jakieś urywki, fragmenty rozmów i wydarzeń, ale wszystko pozostaje wciąż niepełne i zagmatwane. Podejrzewa, że jej małżeństwo przeszło jakiś kryzys, jednak Jacob próbuje to przed nią ukryć, żeby mogli zacząć od nowa. Bohaterka odnajduje w sobie nieco ciepłych uczuć, uczy się i poznaje swego męża, by móc ponownie stworzyć z nim szczęśliwy związek. Aczkolwiek coś zgrzyta w jej głowie, coś jej nie pasuje, coś podejrzewa. Wątpliwości, które ją ogarniają, popychają do nerwowego poszukiwania odpowiedzi na wiele pytań. Szczątki wspomnień są wciąż niejasne i mgliste, ale sugerują, że ona sama nie jest do końca taka, jak sądziła. Poszukuje mroków swojej duszy, poszukuje krzywd, jakie być może wyrządziła.

Ten thriller to naprawdę dobra opowieść. Łudzi i mami czytelnika, poddaje w wątpliwość wszystko, co zastajemy na jej stronach. Wszystko może być inne, niż wydaje. Moją szczególną uwagę, poza problemem amnezji, zwrócił jeszcze jeden wątek. Powieść opowiada również o obsesji i wpływie traumatycznych przeżyć na człowieka. Najbardziej przerażająca jest chyba skrupulatność w realizowaniu swoich celów, inteligentne szaleństwo, które pozwala osaczyć niepostrzeżenie swoją ofiarę. Paranoja drobiazgowo przemyślana, zaplanowana i nie pozwalająca na jakikolwiek sprzeciw.

Mamy tutaj historię toksycznej miłości, nie tylko w relacji damsko męskiej. Znajdujemy dwa małżeństwa, jedno idealne Kyry i Jacoba, drugie dość smutne, bo bez miłości Nancy i Vana. Przeciwstawność tych dwóch podstawowych komórek społecznych, aż gryzie w oczy. Dodatkowo Autorka poruszyła ważną kwestię dotyczącą tego, jak dobrze znamy swoich wieloletnich, dobrych znajomych? Czy mają przed nami jakieś mroczne sekrety? Czy dostrzegliśmy, kiedyś w ich oczach błysk szaleństwa? Czy podejrzewaliśmy ich o najgorszą podłość?

Chciałabym Wam powiedzieć znacznie więcej o tej książce, bo jest wiele rzeczy, które mnie w niej ujęły, ale musiałabym zbyt dużo zdradzić Wam z jej treści. Dlatego powiem wyłącznie, że z całą pewnością jest to pozycja godna polecenia.

Książka została napisana bardzo dobrze. Nieprzeciętną przyjemność sprawiały mi fragmenty, gdzie Kyra przypominała sobie wiedzę zawodową, a była biologiem morskim. Krótkie wstawki o morskich stworzeniach uświadomiły mi, jak nie wiele wiem o tym świecie i spowodowały, że zaczęłam wyszukiwać różnych ciekawostek, a nawet bardziej profesjonalnych pozycji w tej tematyce. Tempo powieści jest dość równe, na koniec znacznie przyspiesza, co powoduje, że od pewnej chwili z pewnością jej nie odłożysz, dopóki nie doczytasz do końca. W trakcie lektury snułam doprawdy różne teorie dotyczące zakończenia, jednak nie udało mi się przewidzieć takiego rozwiązania. Wiele przyjemności sprawiły mi zarówno opisy miejsc, jak i dialogi.

"Wracamy do naszego drewnianego bungalowu z małymi okienkami i ogródkiem w stylu wiejskim. Po zachodniej ścianie budynku pnie się bluszcz. Z południowej strony rosną krzewy róż. Pierwsze róże matka Jacoba posadziła niemal czterdzieści lat temu, kiedy jej ojciec budował ten domek - ich azyl od miejskiego życia."

Może książka ma jakieś wady, ale fabuła mnie zaabsorbowała tak, że nie jestem w stanie teraz wyszukać ich w pamięci. To jest zupełnie inna historia amnezji, niż "Kurort Amnezja" Fryczkowskiej, o którym pisałam Wam całkiem niedawno. Jednak to również jest nieprzeciętny thriller psychologiczny, wciągający od pierwszych stron.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Harper Collins.

"Mroczna toń"
A.J.Banner
Tłumaczenie: Marta Żbikowska
Wydawnictwo: Harper Collins
Liczba stron: 304
Ocena: 8/10

piątek, 12 maja 2017

"Człowiek jest jak ćma: na oślep rwie się do ognia, choć go boli i choć się w nim spali." (Bolesław Prus, "Lalka")

Książkę wypatrzyłam w zapowiedziach, a później u Moniki z bloga Halmanowa. Jej opinia potwierdziła moje przypuszczenia, że książka idealnie się wpisze w moje gusta i tak też się stało.

Joanna Pypłacz stworzyła nietuzinkową powieść grozy. Z jednej strony wątek duchów i nawiedzeń przez zmarłych, może się wydać dość oklepany, jednak Autorce udało się wnieść w tego typu historię nową wartość. Właściwie skuszę się na stwierdzenie, że rozsądzać o tej książce można w sposób dwojaki, ponieważ mamy tutaj połączenie, co najmniej dwóch gatunków, w którym żaden nie ustępuje miejsca drugiemu. Mianowicie, jest to owszem powieść grozy, i możemy z powodzeniem oceniać ją pod tym kątem, jednak jest to też powieść obyczajowa. Cechy obu tych typów gatunków zostały skrupulatnie ze sobą połączone i splecione w sposób nierozerwalny tak, że bez jednego nie sposób mówić o drugim.

środa, 10 maja 2017

Jaką ofiarę można ponieść w imię wolności?

Na książkę Jessici Khoury, "Zakazane życzenie", czekałam niecierpliwie. Zapisałam się bowiem do Book Toura u Joanny z bloga Favoured. Po przeczytaniu powiem Wam, że już zamówiłam własny egzemplarz, bo z pewnością kiedyś jeszcze do niej wrócę.

Książka jest nową i świeżą odsłoną historii znanej, i przez wielu bardzo lubianej, czyli opowieści o lampie Aladyna. Jedna z ulubionych moich bajek dzieciństwa. Ehhh dzieciństwa, do tej pory zachłannie spoglądam na różnorakie adaptacje. Jednak wszystkie na jakie trafiałam nie budziły mojego specjalnego entuzjazmu, oglądałam i czytałam z sentymentem, ale brakowało mi w nich czegoś. Odczuwaną lukę zapełniło "Zakazane życzenie", które okazało się świetną interpretacją tej opowieści, dobrze napisaną, przyjemną i z morałem.

wtorek, 9 maja 2017

[PATRONAT MEDIALNY] "Dyskwalifikacja" - Tadeusz Paleczny


Dzisiaj chciałabym Wam z przyjemnością oznajmić, że Rosa Czyta jest patronem medialnym kolejnej książki.
"Dyskwalifikacja" Tadeusza Palecznego zapowiada się wyśmienicie. Powieść sensacyjna, dla mnie nawet gangsterska, która wciąga od pierwszych stron. Bohater, który nie jest osobowością idealną budzi życzliwość i kibicujemy mu od początku do samego końca, mimo jego brzydkich czynów. Już niebawem pojawi się pełna moja opinia o tej książce, więc zapraszam Was do śledzenia bloga :)

poniedziałek, 8 maja 2017

WYNIKI KONKURSU - co jest największym grzechem?

Nie był to dla mnie łatwy konkurs. Tym bardziej, że miałam ostatnio dość trudny okres, dłuższy urlop trochę mi pomógł w otrząśnięciu się, aczkolwiek na koniec się pochorowałam. Także chrychając i opluwając monitor próbowałam rozwiązać konkurs w sposób najbliższy memu sercu. Wobec czego, jak widzicie na zdjęciach, wydrukowałam sobie wyłącznie odpowiedzi i dostawiając kolejne plusiki wybrałam zwycięzcę. Nie chciałam się sugerować niczym poza odpowiedziami.

niedziela, 7 maja 2017

Jak wygląda Twoja strefa komfortu? Czy wiesz kim właściwie jesteś?

Każdy człowiek buduje sobie swoją własną, prywatną strefę komfortu. Gdyby zagłębić się w jakieś naukowe dysputy w tym temacie, to moglibyście odkryć, że naszą strefą komfortu jest na przykład nasz brzuch. Brzuch, w którym kryje się mnóstwo ważnych narządów i tętnic, dzięki czemu w ogóle jesteśmy w stanie żyć. Dlatego typową pozycją dla ludzi odczuwających cierpienie, ból fizyczny lub psychiczny, jest pozycja embrionalna, która pozwala chronić właśnie brzuch. Może to nie w głowie i sercu, ale właśnie w brzuchu jest nasza dusza?

"Strefa komfortu" Ludwika Wolta to pozycja dość nietypowa, jednak czy opowiada o strefie komfortu rzeczywiście? I tak i nie, bo książkę można naprawdę odebrać w wieloraki sposób. Z jednej strony nasz bohater to człowiek, który wypracował sobie bezpieczny azyl dla samego siebie, i tutaj również w podwójnym znaczeniu, bo chodzi o azyl wewnątrz siebie, ale i na zewnątrz. Do minimum ograniczył warunki stresowe żyjąc z dnia na dzień, nie wymagając od życia, ani od siebie za dużo. Bezwzględne minimum pozwalało Mu zachować spokój, i zakopać się w sobie. Wewnątrz również wybudował sobie swego rodzaju fortecę, która sprawiła, że był człowiekiem, który nie do końca przeszedł socjalizację. Wydawał się poniekąd otwarty i przyjacielski, dobry nawet, ale z drugiej strony zdusił w sobie samego siebie do granic wytrzymałości. Zastanawiałam się czy ten człowiek był w ogóle w stanie normalnie funkcjonować? Jego życie bowiem wydaje się być zwykłą wegetacją, takim życiem od dnia do dnia kolejnego i to wszystko. Nie wiem, czy cokolwiek sprawiało Mu rzeczywistą przyjemność, lub satysfakcję. Niby fotografia była jakimś marzeniem, hobby, ale nawet na tej płaszczyźnie potężnie ograniczał sam siebie.

środa, 3 maja 2017

"Czerowna woda. Opowieść wakacyjna" - Mariusz Byliński

"Czerwona woda. Opowieść wakacyjna" Mariusza Bylińskiego to nie jest łatwa lektura, mimo, iż ma niewiele stron. Opowieść wakacyjna mogłaby się kojarzyć z czymś lekkim, przyjemnym o dobrym zakończeniu, a nic takiego nie mogę powiedzieć o tej książce. Tak naprawdę to bardzo wymagająca lektura o nietypowej formie, przekaz jest jakby z boku, z wielkim dystansem, nieczuły.

Akcja książki rozgrywa się w niewielkim, acz uroczym greckim miasteczku, gdzie istnieje źródło z czerwoną wodą. Uważane jest za lecznicze w wieloraki sposób i stanowi najważniejszą atrakcję w okolicy. Prawdę powiedziawszy całą mocą tej czerwonej wody, jak wszyscy zwykli nazywać cudowne źródło, jest wiara ludzi. Wiara nie tylko we właściwości lecznicze, ale jakieś takie poczucie, że właśnie w tym miejscu można odmienić swoje życie.

Bardzo mnie cieszy, że zaglądasz na mojego bloga.
Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad, to mnie motywuje i nadaje większy sens temu, co piszę. Chętnie zajrzę też na Twojego bloga, jeśli jakiegoś prowadzisz.