poniedziałek, 2 stycznia 2017

Remigiusz Mróz - Trylogia z komisarzem Forstem


Remigiusz Mróz jest dość płodnym i znanym ostatnio pisarzem. Nie raz już mi polecano Jego kryminały. Wreszcie się skusiłam. Nie chcę rozwlekać trzech tomów przygód komisarza Forsta na oddzielne notki, dlatego spróbuję skondensować to, co chciałabym powiedzieć w jednej.


"Ekspozycja" to pierwsza część całej historii. Poznajemy komisarza Wiktora Forsta od razu na miejscu zbrodni. Pierwszej zbrodni, bo książka obfituje w morderstwa i wydaje się momentami wręcz ociekać krwią. Komisarz przez wielu ludzi jest uważany za gburowatego, chamskiego typka, seksoholika i wciąż niezdyscyplinowanego policjanta. Jego własny przełożony ma serdecznie dość współpracy z tym człowiekiem, mając jednocześnie świadomość, że Wiktor potrafi wykonywać swoją robotę jak mało kto. Wydaje się być momentami wręcz niezrównoważonym dupkiem, żującym wciąż gumy cynamonowe, którymi zaspokaja głód nikotynowy.


Dziwnym trafem, zaraz po pierwszej zbrodni, Komisarz zostaje zawieszony i rozpoczyna się wobec niego postępowanie, o którym nikt nic nie wie. W takiej sytuacji postanawia zaproponować współpracę Szrebskiej, dziennikarce z wiodącej stacji telewizyjnej.
Książka prowadzi nas przez brutalną historię, która w jakiś sposób wydaje się być powiązana ze starożytnymi tajemnicami chrześcijaństwa. Dwoje bohaterów na własną rękę próbuje dojść do sedna, są poszukiwanymi, wyjętymi spod prawa kryminalistami. Nie jest to łatwe. Z jednych kłopotów wpadają w kolejne. Kiedy już myślałam, że nic gorszego nie może ich spotkać, po chwili doczytywałam się kolejnych szamb, w których głęboko nurkowali. Akcja trwa właściwie przez całą książkę.
Nie do zapomnienia jest oczywiście dewiza komisarza "Gasić obecne pożary, potem przejmować się tymi, które dopiero wybuchną."

Niestety dialogi i bohaterowie na początku bardzo mnie irytowali. Ciągłe wzajemne docinki, obcesowość były jednym wielkim zgrzytem zębów. Wydaje mi się, że to mocno spłaszczyło mi główne postacie. Podczas lektury kilka razy powiedziałam do Męża, że współpracując z takim Forstem już dawno dostałabym napadu szału i zamordowała go w afekcie. Z pewnością nie chciałoby mi się wciąż bawić w utarczki słowne, kiedy jest robota do zrobienia, a przynajmniej nie tak. Wzajemne uszczypliwości i złośliwości wyglądają nieco jak flirt z podstawówki, on ją pociągnie za włosy, a ona mu nie da odpisać lekcji. Po jakimś czasie trochę przywykłam do ciągłych złośliwości i aluzji ze strony Forsta.
Męczył mnie brak oddechu. Przez większość książki, praktycznie przez całą, wciąż coś się dzieje, wciąż jest napięcie. Cieszę się, że autor nie rozwlekał, ale wolałabym mieć kilka miejsc, gdzie wszystko zwolni na chwilę i da mi nabrać powietrza przed kolejnym biegiem za bohaterami.

Pierwsza część jest wciągająca, szybko się czyta. Historia przypominająca nieco te, które znamy z książek Dana Browna. Praktycznie do samego końca nie dowiecie się o co chodzi, a nawet ostatnia strona może stanowić zaskoczenie. Relacja między postaciami jest nieco dziwaczna, trochę irytująca, ale po kilku stronach można przywyknąć. W powieści znajdziemy sporo brutalności. Brutalne pobicia na każdym kroku, bestialskie morderstwa, przestępcy, których nie można już nazywać ludźmi. Mimo swoich mankamentów, podobała mi się i od razu wzięłam się za kolejny tom przygód Forsta.

W "Przewieszeniu" akcja nieco zwalnia, daje czytelnikowi swego rodzaju oddech, chociaż to nie oznacza, że jest nudno. Drugi tom to kontynuacja wydarzeń z pierwszego, dlatego postaram się nie zdradzić zbyt wielu szczegółów. Forst ponownie poluje na mordercę. Tym razem przemierza Tatry w poszukiwaniu tego wykolejeńca. I autor mnie kupił. Uwielbiam Tatry, kocham je całym sercem. Z każdym krokiem Forsta widzę szlaki i widoki, które sama przemierzałam nie raz. Widzę góry, cichych strażników, jeziora, rzeczki, skały i zmieniającą się roślinność wraz ze zwiększającą się wysokością. Autor, co prawda nie bawi się w piękne krajoznawcze odkrycia, ale mi wystarczy moja pamięć, żebym miała niesamowitą przyjemność z miejsca akcji.

Komisarz Wiktor Forst to wciąż ten sam wkurzający człowiek, chociaż odrobinę odmieniony. Po wydarzeniach z poprzedniej części coś w nim pękło. Teraz jest bardziej zgorzkniały, ale jednocześnie tak samo uparty i zdeterminowany by rozwiązać sprawę i zatrzymać zabójcę.

Niezmienny pozostał charakterystyczny humor w wypowiedziach Wiktora:
"Wiktor zaciągnął się głęboko papierosem.
-Dorwę tego skurwysyna - powiedział.
-Panie inspektorze! - upominał go Osica.
-Dorwę tego skurwysyna, Panie inspektorze."


Druga część z pewnością jest lepiej napisana od pierwszej. Czyta się przyjemniej, nie jest męcząca. Dialogi z Wiktorem nie straciły zbytnio na charakterze, ale są bardziej przystępne i już nie zalatują tak dziecinadą. Dodatkowo bardzo potrzebowałam tego zwolnienia akcji, żeby odsapnąć w oczekiwaniu, co jeszcze się wydarzy. W pierwszej części bowiem, działo się jedno po drugim.

Ostatnia część przygód komisarza Wiktora Forsta, "Trawers", jest równie wciągająca, jak poprzednie tomy. Bohater wydaje się być już innym człowiekiem. Został złamany, ale pozostał wciąż uparty w odkrywaniu prawdy. W napięciu śledziłam polowanie na mordercę. Nie było nudno, a Pisarz wciąż zwodził, kluczył, pokazywał kawałek prawdy i za chwilę poddawał go w wątpliwość. Do ostatniej strony sytuacja się zmienia. Już myślisz, że coś wiesz, że coś rozumiesz, że wpadłeś na trop, że pomiędzy wierszami znalazłeś klucz i psychologiczny obraz Bestii... Jednak po kilku kolejnych stronach okazuje się, że zostałeś oszukany, znowu. Bestia jest bowiem nieuchwytna i planuje każdą Twoją myśl, wie jak zmylić trop, wie jak wszystko przykryć mgłą.

Właściwie całą opowieść o przygodach Forsta można zamknąć w takim cytacie: "Cała przyjemność tkwiła w dążeniu do celu, nie w napawaniu się jego osiągnięciem."
 
Trzeci tom, który niejako zamyka historię komisarza, był według mnie najlepszym. Trudno jest mi się wypowiadać o historii, której nie chcę zdradzić tym, którzy jeszcze nie sięgnęli po przednie tomy. Do samego końca zaskakuje, świetnie się czyta i z pewnością Remigiusz Mróz w "Trawersie" osiągnął pewien poziom kunsztu powieści kryminalnej. Dużo lepiej napisana niż "Ekspozycja", spokojnie mogę powiedzieć, że stał się dla mnie jednym z lepszych polskich pisarzy kryminałów.


Muszę przyznać, że Remigiusz Mróz nieźle wykonał swoją robotę. Trylogia niesamowicie przykuwa czytelnika. Pierwszy tom zgrzyta. Drugi został już lepiej skomponowany. Trzeci może nie zachwyca, ale zaskakuje jakością. Historia jest zagmatwana i wielokrotnie prowadzi czytelnika na manowce. Odkrywanie tajemnic i polowanie na "złego" przywodzi na myśl trochę "Anioły i demony" Dana Browna. Jest to świetna historia na zimowe wieczory. Może nie jest idealna, trochę zgrzyta, może czasami denerwuje koncepcja "zabili go i uciekł", może pojawia się jakaś niespójność, Forst wydaje się być jakimś superbohaterem, ale mimo to lektura z pewnością odprężająca i wciągająca.
Ja już dopisuję kolejne tytuły tego autora do mojej listy i Wam polecam.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo mnie cieszy, że zaglądasz na mojego bloga.
Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad, to mnie motywuje i nadaje większy sens temu, co piszę. Chętnie zajrzę też na Twojego bloga, jeśli jakiegoś prowadzisz.