niedziela, 22 stycznia 2017

Skąd moja miłość do książek i jak to się wszystko zaczęło


Wczoraj mieliśmy Dzień Babci. Babcia mnie wychowała, była dla mnie drugą Matką. Niestety nie ma Jej już z nami. Dlaczego o tym wspominam na tym blogu? Odpowiedź jest wyjątkowo prosta. To dzięki Babci zaczęłam czytać książki i właśnie to chciałam Wam opowiedzieć.

Zawsze lubiłam się uczyć, ale nie znosiłam niestety czytania książek. Miałam wówczas jakieś 7-8 lat. Czytać nauczyłam się jeszcze w przedszkolu, nie super płynnie, ale moja rodzina dbała o to, żebym wcześnie zaczęła się rozwijać. Niby fajnie, lubiłam jak mnie chwalą za to, że potrafię przeczytać wierszyk, lub napisać jakieś proste wyrazy. Jednak od książek stroniłam, szczególnie gdy zaczęło się czytanie lektur szkolnych. Potrafiłam w miarę szybko, jak na dzieciaka przyswoić sobie zadany tekst, ale zawsze odkładałam do ostatniej chwili. Gdy chodziłam do drugiej lub trzeciej klasy podstawówki, pobliska biblioteka publiczna dla dzieci zorganizowała konkurs czytelniczy. Dzieci miały się zgłaszać w grupach 3 osobowych i otrzymywały listę lektur do podzielenia między siebie. A były to piękne książki. Nie wszystkie już pamiętam, ale znalazły się tam takie tytuły jak "Karolcia" (Marii Krüger), "Małgosia kontra Małgosia" (Ewa Nowacka), "Pan samochodzik" (Zbigniewa Nienackiego) i wiele innych. Na jedną osobę przypadało 7 książek. Następnie dzieci w swoich grupach miały odpowiedzieć pisemnie na pytania dotyczące tych lektur. Taki mały sprawdzian w bibliotece.

Nie zamierzałam brać udziału w tym konkursie. Jak mogłabym wziąć udział w konkursie czytelniczym? Matematyczny, tak bardzo chętnie, ale czytać książki? Moja Babcia, nie słuchając tych sprzeciwów, po prostu zapisała mnie do tego konkursu. Zaparłam się, że nie ma mowy i przez długi czas nie sięgnęłam po żaden z tytułów z listy. Mijały kolejne dni, Babcia próbowała mnie przekonać na milion sposobów, wraz z moją ówczesną Wychowawczynią, która była jednocześnie polonistką. Wreszcie uświadomiłam sobie, że dwie koleżanki z klasy, które są w mojej grupie konkursowej nie dadzą rady doczytać tych tytułów przypadających na mnie. Nie chciałam ich zawieść, im zależało na tym konkursie. Dla mnie nie miał znaczenia, bo do wygrania były książki. Dwa tygodnie przed rozstrzygnięciem przyniosłam do domu wszystkie tytuły i zaczęłam czytać. Zdajecie sobie sprawę jakim wyzwaniem dla mnie było przeczytanie 7 publikacji w dwa tygodnie? Tak, dobrze się Wam wydaje przypadała mi jedna książka w dwa dni. Babcia obserwowała mnie z przerażeniem, gdy niczym się nie bawiłam, nie wychodziłam, nie oglądałam telewizji, tylko lekcje i nos między kartki.
Dałam radę. Serio, sama sobie nie wierzyłam wtedy, ale dałam radę. Nie wygrałyśmy konkursu, ale i tak zajęłyśmy jakieś nagradzane miejsce. Moim sukcesem było to, że nie zawiodłam. Co więcej to wtedy polubiłam czytanie. Pokochałam książki, z którymi musiałam się zapoznać i zaczęłam poszukiwać innych. Tak zostało do dzisiaj.

Absolutnie nie jestem za tym, by kogoś przymuszać do czytania książek, zmuszanie nie pomaga. To ja w końcu podjęłam decyzję o tym, że startuję z tymi lekturami, może powód nie był do końca czytelniczy, ale dużo mnie to nauczyło i pozwoliło odkryć te zaczarowane światy w słowie pisanym. Jestem bardzo wdzięczna mojej Babci. Wiem też, że nigdy nie zabraknie mi ciekawych tytułów do przeczytania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo mnie cieszy, że zaglądasz na mojego bloga.
Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad, to mnie motywuje i nadaje większy sens temu, co piszę. Chętnie zajrzę też na Twojego bloga, jeśli jakiegoś prowadzisz.