sobota, 11 lutego 2017

"Wraz z rykiem lwa do lotu budzi się orzeł...", czyli Korona śniegu i krwi - Elżbiety Cherezińskiej

Cherezińska napisała o niej "Ta książka z początku miała być sensacyjną opowieścią, która rozgrywa się na niezbyt uczęszczanym zakręcie historii." Faktycznie "Korona śniegu i krwi" opowiada o czasach historycznych, które z niewiadomych dla mnie przyczyn są raczej mało znane. Na lekcjach historii okres rozbicia dzielnicowego również traktowany jest jakby po macoszemu, bowiem w żadnym moim starym podręczniku, ani zeszycie nie widzę zbyt wielu informacji. A szkoda, bo był to okres dość szalony i bardzo ciekawy. Dlatego niezmiernie się cieszę, że Elżbieta Cherezińska podjęła się napisania cyklu "Odrodzone królestwo". Źródła wycisnęła jak soczyste cytryny, nie bojąc się różnorodnych hipotez i przekuła te nasze burzliwe czasy w piękną powieść, zrekonstruowaną, ożywioną historię. Dorzuciła trochę elementów fantasy i tak mamy dzieło, dla mnie istny majstersztyk.



Trzeba mieć naprawdę mocną głową by tych wszystkich Piastów ogarnąć. Pomyślcie sami, to wcale nie jest proste i to już na etapie przeglądania kronik, opracowań historycznych, a co tu mówić o spamiętaniu i zbudowaniu z tego pełnowartościowej opowieści, tak by z historią się nie kłócić. Jednym słowem podziwiam. Dodatkowo w powieści całkiem wyraźnie czuć pasję z jaką Autorka podeszła do pisania. To również jest dla mnie niesamowite, bo zaraża tą pasją, tą namiętnością do historii, do tych lepszych i gorszych stron przodków. Poza tym pragnę zwrócić Waszą uwagę na to, że tytuł bez znaczenia nie jest. Tytuł to kwintesencja, wisienka na torcie, streszczająca krótko fabułę książki. I wcale nie chodzi mi o to, że wciąż się lała krew i akcja działa się podczas śnieżnych zim. Jednak tytuł inny być nie mógł - przeczytacie, zrozumiecie.

Akcja powieści zaczyna się w maju 1272 roku, zdobyciem grodu w Strzelcach Krajeńskich. Wtedy to spostrzegamy młodego Przemysława II Pogrobowca, syna Przemysława I i bratanka Bolesława Pobożnego. Linia ta wywodziła się z Mieszka Starego. Opowieść dotyczy jednoczenia ziem polskich.  

"Na naszych oczach odrodziło się dzisiaj królestwo. Bo mając wiele, po raz pierwszy nie zachcieliśmy mieć wszystkiego."

Mogłoby się wydawać, że właśnie Przemysław II jest najważniejszą postacią tej historii, ale to nie do końca prawda. Poznajemy Go, jako jeszcze niedoświadczonego młodzika, nie znającego się do końca na polityce, dopiero rozpoczynającego swoje pierwsze boje na polu walki. Mimo wykształcenia, jakie otrzymał, wciąż kieruje się emocjami, sympatiami i nie rozumie zimnej kalkulacji, jaką przedstawia Mu wuj Bolesław. Z czasem, po wielu niepowodzeniach, po zdradzie jakiej doświadcza, wyrasta na uczciwego, mądrego pretendenta do tronu jednoczonej Polski.

"Bohaterstwo to tylko śmierć odświętnie ubrana do pieśni."

"Wiesz, jak jest: jak się młody uwolni spod starego, zrobi wszystko, by pokazać, że jest od niego lepszy." 

Powieść została podzielona na krótkie części, z których każda skupia się wokół jednego z bohaterów. Wachlarz barwnych postaci wydaje się nie kończyć, ale pamiętać trzeba, że liczba książąt i ich spowinowaconych, oraz wielkich rodów wówczas była ogromna. A każda postać jest tak charakterystyczna i pełnokrwista, że momentalnie staje nam przed oczami jak żywa. Każdy przedstawiony bohater, nawet mniej znaczący dla historii, otrzymał nowe życie, duszę i własny, niepowtarzalny charakter. Aż ciężko powiedzieć jacy są. Jak bowiem streścić te wszystkie portrety psychologiczne w jednej recenzji i nie zdradzić Wam za wiele z fabuły?



Książęta bywali różni. Uczciwi, lojalni, szlachetni, sprawiedliwi, waleczni, odważni i mądrzy. Inni znowu to rubaszni, brzydcy, podstępni, fałszywi, bezprawi i podli ludzie. Na szczególną uwagę, poza postacią Przemysława, zasługuje Mściwoj. Postać, która czasami wręcz rozbraja czytelnika, na przykład tym, że myśli dopiero jak wypije. Jeśli braknie trunku to i w głowie Mu się zaciemnia. Dewiza "Nie daj Boże zjazd piastowski" ma wymiar bardzo dosłowny. Znane z historii mordy w łaźni, porwania z Kościołów, ale też reperowanie budżetu księstwa rabowaniem przyległych ziem, również tych należących do duchownych.
Księżne również przedstawiają bardzo różne osobowości. Niektóre piękne, zmysłowe, mądre. Inne wyrachowane, ambitne, fałszywe. Niezwykła Lukardis, która uderza w serca prawie wszystkich otaczających ją osób, jakby nie dało się Jej nie kochać. Śmierć pierwszej żony Przemysława nadal owiana tajemnicą, pozwala na snucie różnorakich hipotez i domysłów. Cherezińska przedstawiła nam swoją wizję, nie dopowiadając ostatniego słowa. Mechtylda Askańska, którą charakteryzuje przenikliwość umysłu i wyrafinowane manipulatorstwo, do którego używa również swoich kobiecych wdzięków. Nie przeszkadza Jej mamie w ten sposób, nawet mężczyzn z własnego rodu.

Jakub Świnka może nie jest jakąś bardzo ciekawą postacią, ale misja, którą stara się wypełnić, ze wsparciem od samego Boga, dodaje wątku tajemnicy, ukrytego spisku. Misja jest prosta - odzyskać królestwo. 

"Bóg wskazał nam drogę światłości, honor nas prowadzi, a celem naszym ojczyzna!"

Elementy fantastyki są dość subtelne. Ożywające znaki heraldyczne, które poruszają się, czują, oddychają, walczą, podsłuchują. Z tej symboliki, wprawny czytelnik, także wyciągnie trochę wniosków i dodatkowych cech, nastrojów czy to bohaterów, czy sytuacji. To również mi imponuje w tej publikacji, bo nie sądziłam, że fantastykę można wpleść tak subtelnie, jakby ukradkiem, a jednocześnie bez tego ta powieść nie byłaby pełna. Znajdziemy też wątek słowiańskich wierzeń - leśnych ludzi, "starszej krwi", kobiety w zielonych sukniach, które dla dobra sprawy manipulują i szpiegują jako dziwki, niańki, służące. No i oczywiście Jakub Świnka, który ma bezpośredni kontakt z siłami chrześcijańskimi. Bóg przemawia do Niego i wskazuje Mu drogę. Szatan staje przed nim, by niszczyć to co w ludziach dobre i zniweczyć Jego misję. Jeszcze mamy kilka opowieści i legend o przodkach, co to stali się świętymi, cuda im nie były obce, a i doświadczyli różnych nadnaturalnych rzeczy. I chociaż te fantastyczne wątki wydają się być skrajnie różne, a wręcz niepsujące do siebie, to zostały tak zgrabnie połączone, że nic tu nie przeszkadza, nie denerwuje, nie kłóci się.

Na Cherezińską można liczyć pod każdym względem. I w taki oto sposób znajdziecie w książce erotykę. Erotykę, hmmm? Kiedyś nazywali to pospolicie chędożeniem, ale jakoś do tego słowa nie pasują mi opisane uniesienia kochanków. Żebyście nie mieli wątpliwości, absolutnie nie są to fragmenty, jak z kiepskiego romansidła (zdarzyło Wam się na takie trafić? ja miałam to nieszczęście dawno temu i od tamtej pory udaje mi się omijać je szerokim łukiem). Autorka serwuje nam detal, piękno, ale również wyuzdanie i rubaszność. Seks wówczas niekoniecznie stanowił miłosne uniesienie, przypieczętowanie wielkiego uczucia. Jednak był ważny, bo kto nie ma dziedziców ten jest bez znaczenia. Dlatego też nasi książęta i ich księżne (pewnie nie zawsze piękne) oddawali się sobie wzajemnie w łożach małżeńskich, żeby utrzymać pozycję. Wybranki na żony oceniano głównie pod względem płodności linii kobiecej ich rodu. Nie bójcie się, wielkie uczucia również się zdarzały i Cherezińska nie zapomniała nam ich pokazać.

Potomkowie byli dodatkowo w cenie, a córki szczególnie, gdy potrzebowano sojuszy politycznych. Jeżeli zabrakło córek, sióstr na wydaniu, to normalnym procederem było porywanie wyświęconych mniszek z klasztorów, by przywieść je przed ołtarz w celu znaczącego zamążpójścia.

"A przeciwności tylko służą miłości albowiem, co łatwe, we wzgardzie pogrążone będzie."

Mój zachwyt nad twórczością Cherezińskiej znany jest Wam nie od dziś, dlatego mam nadzieję, że wybaczycie mi jeśli za mocno nadęłam moim "ahh i ohh". Inaczej nie potrafię. Cherezińska była dla mnie tak wielkim odkryciem, a długo sobie Jej odmawiałam, mimo łypiących na mnie zachęcająco książek z półki. Raz je nawet schowałam sama przed sobą, bo stwierdziłam, że eeee na razie nie będę ich czytać. Wyobraźcie sobie, jak żałowałam, że nie przeczytałam wcześniej. Dodam jeszcze, bo sama Autorka o tym wspomina, że to trochę jak polska "Gra o tron". I wcale nie mam tutaj na myśli wyłącznie warsztatu i kreacji Cherezińskiej, ale przede wszystkim naszą historię. Jeśli zagłębicie się trochę w okres rozbicia dzielnicowego, to gwarantuję pomieszanie zmysłów od liczby Piastów i wszystkich ich szalonych pomysłów. Aż dziw bierze, że ta linia dynastyczna wygasła.

Nie zabrakło również map we wnętrzu okładek, rozrysowanego drzewa Polskich Piastów z okresu rozbicia dzielnicowego, oraz informacji o rodach, wraz z ich znakami. Oddano nam do rąk świetną powieść, która według mnie nie została przesadzona w żadnym kierunku, a jednocześnie ma wszystkiego ile trzeba.

Żebyście w moje ślady nie poszli to zachęcam Was do trwającego wciąż konkursu. Został tydzień na zgłoszenia. A podpowiem jeszcze, że planuję już i inne konkursy, które uzależniam trochę od tego, jak ten wyjdzie. Także pokażcie mi, że chcecie więcej, a ja z przyjemnością zorganizuję jeszcze jakieś ponętne kąski.


"Korono śniegu i krwi"
 Elżbieta Cherezińska
Cykl: Odrodzone królestwo
Wydawnictwo: Wydawnictwo: Zysk i S-ka 
Liczba stron: 768
Ocena: 10/10

http://poligon-domowy.blogspot.com/2016/12/wyzwanie-czytelnicze-2017-czytam-bo.html
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo mnie cieszy, że zaglądasz na mojego bloga.
Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad, to mnie motywuje i nadaje większy sens temu, co piszę. Chętnie zajrzę też na Twojego bloga, jeśli jakiegoś prowadzisz.