
Diabeł o pseudominie Zygmunt dwoi się i troi, żeby skłonić ludzi z Wyplut do grzeszenia, ale wszelkie diabelskie sposoby zawodzą, a te ludzkie metody manipulacji, są trudniejsze niż mogłoby się wydawać. Poza tym zupełnym przypadkiem zaplątuje się w jakieś sprawy miejscowych słowiańskich demonów. Raz z nim walczą, innym razem pomagają.
Powieść jest lekka i przyjemna do czytania, ale trochę zbyt udziwniona jak dla mnie. Nie do końca gra mi to pomieszanie diabłów z rusałkami, wiedźmami i wilkołakami. Wydaje mi się też, że jakby za dużo się dzieje. Mam tutaj na myśli tą bardzo zmienną sytuację w relacji Zygmunta z miejscowymi stworzeniami. Jednak książka jest zabawna, można odczytać w dialogach jakieś drobne przemyślenia autora o bieżących wydarzeniach, kondycji ludzi w Polsce. Praktycznie do samego końca odkrywamy prawdziwą naturę poszczególnych bohaterów, chociaż szkoda, że to nie wpływa w żaden sposób na wydarzenia, zwyczajnie się dowiadujemy kto kim jest. Co prawda nie jest to nowość, ale ciekawą konstrukcję stanowi sprowadzenie stworzeń słowiańskich do poziomu bardzo ludzkiego, przy jednoczesnym zachowaniu cech nadnaturalnych.
Czy mogę polecić tę książkę? Tak, jako lekki oddech, relaks i odpoczynek. Niestety nie jest to książka, która mocno zapisze się w mojej pamięci i nie będę chciała do niej wrócić.