piątek, 19 maja 2017

Zło, które obiecuje najrozsądniejsze rozwiązania - co wybierzesz?

Czytając pierwszy tom "Czarnego Wygonu" uważałam, że jest to naprawdę dobra historia i trochę się obawiałam drugiej części. Wydawało mi się bowiem, że nie ma tam już dużo do dodania. Autor mógł spełnić moje oczekiwania i po prostu z rozmachem zakończyć opowieść, wszystko wydawało się proste i oczywiste. Dlatego uniosłam brwi ze zdziwieniem widząc ile stron czeka w drugiej części i pozwoliłam sobie na myśl, że może Stefan Darda przesadził, może rozciągnął niepotrzebnie i lał wodę przez połowę drugiego tomu? Na szczęście okazało się, że moje obawy były kompletnie bezpodstawne.

Jeżeli przy pierwszej części opowieści o Słonecznej Dolinie i Czarnym Wygonie sądziłam, że jest to zawiła i wypełniona gawęda, to teraz nie wiem, co powiedzieć o drugim tomie. Możecie mi nie wierzyć, ale atmosfera zagęszcza się do granic możliwości, a klimat grozy wyłazi z książki niczym najstraszniejszy koszmar i bezczelnie staje przed Tobą, by zwykłym "bu" spowodować nagły atak paniki. Doprawdy, przy poprzednich publikacjach Stefana Dardy, czułam zimny dreszcz na plecach i oglądałam się przez ramię, a teraz każde skrzypnięcie drewna, czy czegokolwiek, powodowało, że podskakiwałam do góry.


Jako wprowadzenie mamy opowiadanie zatytułowane "Słowo Czarnego", które od pierwszych stron wprowadza czytelnika w klimat grozy i zagęszcza atmosferę wokół. Fragment też stanowi swoistą zapowiedź tematyki tej części powieści, ale oczywiście nie zdradza żadnych ważnych szczegółów, które mogłyby popsuć przyjemność z lektury, zbyt szybkim odkryciem kart. Służy raczej, jako przystawka na zaostrzenie apetytu. Muszę przyznać, że już ten fragment sprawił, iż mimo długiej przerwy po pierwszym tomie, od razu poczułam dreszczyk.

W Bisach powracamy do realnego świata. Jednak przechodzi do niego także zło w czystej postaci. W pierwszej części najczarniejszym, najbardziej koszmarnym i paskudnym charakterem był ksiądz Dobrowolski, ale w drugiej części mamy do czynienia z kimś o wiele gorszym. Bobowicz, zwany również Czarnym, jest rzeczywiście Czarnym, to Zły, który przywłaszczył sobie ludzkie ciało.

Muszę wspomnieć, że zostają wprowadzone zupełnie nowe osoby. W świat klątwy zatajenia zostają uwikłani mieszkańcy okolicznych wsi. Witold Uchmann, w końcu uwolniony z przeklętej wioski, nadal nie może spać spokojnie. Z jego snem związane są też inne przypadłości dziennikarza, o których Wam nie opowiem. Poza tym książka, niejako na główny plan, wysuwa również Teresę Bielak i jej śmiertelnie chorego syna, Mateuszka. Z jakiejś przyczyny zło się dopomina właśnie o nich, po Mateusza wyciąga swoje paskudne, zbrukane łapy.

Jak wspomniałam na początku, w drugim tomie atmosfera się zagęszcza, klimat staje się jeszcze bardziej mroczny i groźny, a fabuła i sytuacja bohaterów jest znacznie bardziej zagmatwana, uwikłana w zło, które przeniknęło już do realnego świata. Wcześniej można było jeszcze żywić nadzieję, że potworni umarli, wstający z grobów, są uwięzieni w jakby innym wymiarze. Teraz już nie ma nadziei, teraz trzeba się zmierzyć z nim na własnym podwórku, a i jego siła okazuje się znacznie większa.

To, co mnie ujęło w "Bisach" to jakby przekazana nieco między wierszami, filozoficzna analiza zagmatwania się człowieka w zło, zbratania się z Czarnym, który tutaj nabrał całkiem realnych, fizycznych kształtów. Autor wprost podaje nam powód, dla którego ciemne siły sięgają właśnie po tego, a nie innego człowieka. I najbardziej przerażające jest to, że sama nie raz myślałam o tych scenariuszach. Może ktoś powiedzieć, że to tylko wiele banałów, ale gdyby się zastanowić szybko dochodzimy do wniosku, że coś w trawie piszczy. A piszczy między innymi wybieranie "mniejszego zła", acz zło przecież złem pozostanie, czy mniejszym czy większym trudno ocenić, bo ocena będzie zawsze niezwykle subiektywna. Rozsądek ludzki to również bardzo względny atrybut, bowiem dla jednego rozsądnym będzie gonitwa za pieniądzem, dla drugiego za pozornym szczęściem, a dla trzeciego ukrywanie swojego tchórzostwa i braku poczucia odpowiedzialności. Jeszcze inni okażą się zwyczajnie leniwi, lub wygodni, lub egoistyczni. Każdej z tych osób rozsądek podpowie inne rozwiązanie, a już Czarny będzie wiedział, co rozsądnego im zaproponować. Poza tym nawoływanie ciemnych mocy może być zwyczajnie nieprzemyślanym głupstwem, jak nadanie kotu imienia "diabeł". I chociaż to się może wydawać komuś śmieszne, to osobiście wolałabym uniknąć zwracania na siebie uwagi przez jakiekolwiek, niezbadane przecież, ciemne siły.

W bardzo mocny sposób pokazana została też siła wolnej woli człowieka, siła wyboru jakiego dokonujemy, i który to wybór może ugruntować naszą pozycję. Decyzja jaką podejmiemy może nas wyzwolić lub zniewolić. Wybierając zło musimy się liczyć ze zniewoleniem, bowiem bez tego zła już nie potrafimy nic osiągnąć, współpraca wyniszcza i czyni człowieka niewolnikiem (nota bene zupełnie, jak banki swoimi kredytami zniewalają ludzkość, czyżby w nich też był jakiś szatański plan). To jest coś na kształt mafii, a przecież z mafii nie można odejść, prawda? Siły dobra w tym przypadku wyciągną rękę, ale nie uczynią nic na siłę. Nikt nie wybierze za nas, ani nie zmusi nas do niczego. Uzyskać można jedynie wskazówki, rady, pomoc, gdy jesteś zdecydowany, po której stronie stoisz.

"(...) Bóg chciałby, żeby ludzie w niego wierzyli, natomiast dla Czarnego nie ma większej satysfakcji od świadomości, że ludzie nie dopuszczają możliwości jego istnienia. Wtedy właśnie triumfuje. Gdyby ktoś przeprowadził dowód potwierdzający funkcjonowanie ucieleśnionego zła, to szatan byłby skończony, ponieważ wszyscy zaczęliby się bać. A tak? Kiedy powszechnie uważa się - zwłaszcza w dwudziestym pierwszym wieku - że istnienie diabła to jakieś bajki dla niegrzecznych dorosłych, to ... hulaj dusza, piekła nie ma! No i dusze hulają, a Czarny tylko zaciera łapy."


Zakończenie w opinii niektórych zawodzi. Mnie nie zawiodło, ale to chyba kwestia upodobań, oraz tego, co z danej pozycji wyciągamy dla siebie.

Stefan Darda to świetny Autor i jeden z moich ulubionych. Książki czyta się przyjemnie i lekko. Groza prowadzona jest klasycznie i napięcie Autor buduje przez całą powieść. Z pewnością na ogromny plus zasługuje dobry warsztat i oparcie historii na znanych, polskich legendach. Dodatkowo Autor ma bardzo gawędziarski styl. Nie tylko wciągamy się w powieść czując ją mocno, jakbyśmy byli uczestnikami historii. Czytając powieści Dardy mam wrażenia, jakbym siedziała gdzieś przy ognisku słuchając takiego bajarza, co to chodzi od wioski do wioski i opowiada za miskę strawy, i możliwość przenocowania w stodole. To naprawdę dobra literatura grozy.

"Gdyby można przeprowadzić dowód na istnienie Boga, to wiara w niego przestałaby być jakąkolwiek wartością."

A za przekonanie mnie do tego Autora, jeszcze raz, serdecznie dziękuję innej Blogerce, Gosi z The books spot :)

"Czarny Wygon. Tom II (Bisy i Bisy II)"
Stefan Darda
Wydawnictwo: Videograf
Liczba stron: 432
Ocena: 9/10 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo mnie cieszy, że zaglądasz na mojego bloga.
Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad, to mnie motywuje i nadaje większy sens temu, co piszę. Chętnie zajrzę też na Twojego bloga, jeśli jakiegoś prowadzisz.