sobota, 13 maja 2017

"Człowiek jest jak ćma: na oślep rwie się do ognia, choć go boli i choć się w nim spali." (Bolesław Prus, "Lalka")

Książkę wypatrzyłam w zapowiedziach, a później u Moniki z bloga Halmanowa. Jej opinia potwierdziła moje przypuszczenia, że książka idealnie się wpisze w moje gusta i tak też się stało.

Joanna Pypłacz stworzyła nietuzinkową powieść grozy. Z jednej strony wątek duchów i nawiedzeń przez zmarłych, może się wydać dość oklepany, jednak Autorce udało się wnieść w tego typu historię nową wartość. Właściwie skuszę się na stwierdzenie, że rozsądzać o tej książce można w sposób dwojaki, ponieważ mamy tutaj połączenie, co najmniej dwóch gatunków, w którym żaden nie ustępuje miejsca drugiemu. Mianowicie, jest to owszem powieść grozy, i możemy z powodzeniem oceniać ją pod tym kątem, jednak jest to też powieść obyczajowa. Cechy obu tych typów gatunków zostały skrupulatnie ze sobą połączone i splecione w sposób nierozerwalny tak, że bez jednego nie sposób mówić o drugim.

"(...) Srebrzyste światło wraz z ciągnącą od rzeki gęstą mgłą zdawały się zespalać w jedną nierozerwalną całość, wspólnymi siłami otulając dostojna budowlę oraz sąsiadujący z nią obszar, niczym delikatny, wilgotny kokon.
Z całej tej ulotnej, miękkiej konstrukcji, utkanej z niewidzialnych cząsteczek powietrza i wody, emanował błogi, prawie anielski spokój. Stopniowo wchłaniała ona w siebie mniejsze budynki, chłopskie chaty tudzież rosnące przy nich bezlistne o tej porze roku drzewa owocowe."

Główną bohaterką jest Celina, która posiada umiejętność kontaktowania się ze zmarłymi. Jednak w książce mamy znacznie więcej szeroko zakrojonych bohaterów o niezwykłych umiejętnościach. Poznajemy Annabellę, która maluje portrety wywołujące całą paletę uczuć, ale nigdy nie podejmuje się namalowania osób żywych, wyłącznie portrety pośmiertne. Mamy też zegarmistrza, Leonarda, który dzięki intuicji inżyniera tworzy mechaniczne dzieła sztuki, zwierzątka jak żywe. To są chyba trzy najbardziej zajmujące postacie i najmocniej wykreowane. Jednak znajdziecie w niej wiele historii innych ludzi, rodzin, które również są owiane jakąś skrytością, niedostępnością. Wszystkie wątki w jakiś sposób spajane są przez Celinę, jakby była Słońcem, wokół którego krążą różne planety, jedne bliżej, a inne dalej.

"- Czasem nawet wyobrażam sobie, że dusza ludzka ma kształt ćmy!" 

Groza w tej powieści tak naprawdę jest dość subtelna, ale momentami potrafi zjeżyć włosy. Przede wszystkim obserwujemy medium, które potrafi przyzywać zmarłych i rozmawiać z nimi. Spirytystyczne seanse wydają się niebezpieczne i obezwładniające dla bohaterki prześladowanej od lat przez jednego ducha. Dodatkowo ma też zdolność odczuwania mrocznych mocy, które osaczają ją w domu przyjaciela, z którym wspólnie dają ukojenie ludziom przez możliwość pożegnania bliskich zmarłych. Przeszłość Celiny również osnuwa jakaś mgła skrytości. Ona sama nie wie dokładnie kim byli Jej rodzice, ponieważ ojciec opuścił jej matkę, a ta umarła zaraz po tym. Malutka dziewczynka początkowo trafiła do domu dziecka, skąd później zabrała ją Róża i adoptowała. Przez całe życie Celina próbowała skontaktować się z nieżyjącą matką, tęskniła za nią w bólu samotności, mimo iż Róża była wspaniałą matką zastępczą. Poszukiwanie jakiś swoich korzeni, swojej tożsamości, zawsze jednak zaczynamy od rodziny. Tylko matki nie mogła przywołać, a jednocześnie była prześladowana przez wciąż pojawiającego się ducha zamordowanego wiele lat wcześniej narzeczonego Róży. Dziewczyna nie ma pojęcia czego od niej chce, ale intensywność tych nawiedzeń przechodzi wszelkie granice.

Drugą postacią również z nadprzyrodzonymi zdolnościami jest Annabella. Młoda kobieta maluje zmarłych, nigdy żywych. Jej obrazy hipnotyzują, z pośmiertnych fotografii tworzy prawdziwe arcydzieła, które także są oddechem dla opłakujących swych zmarłych rodzin. Portrety te mają osobliwą moc.

Leonard to na pozór zwykły człowiek. Zegarmistrz, który pracuje w warsztacie ojca Annabell. Jednak i on ma swój dar, trochę bardziej przyziemny, ale też nieprzeciętny. Ze starych części, nieprzydatnych śrubek, kółek zamachowych, i innych robi fenomenalne mechaniczne stworzenia. Ożywia je na swój sposób, nakręcone poruszają skrzydłami, łapkami, latają. Wkłada w nie całe serce i umysł, przez co olśniewają każdego, kto odwiedza warsztat.

Postaci, o których można by wspomnieć znajdziecie znacznie więcej. Nie chcę opisywać Wam wszystkich, żebyście sami mogli odkryć ich historie. Każdy bohater jest zbudowany wyraziście, każdy ma jakieś swoje sekrety i różnorakie doświadczenia. Ich historie odkrywa się, jak ze starych pamiętników, gdzie ktoś w emocjach opisuje swoje życie.

"- Czasem pewne okoliczności wyzwalają w nas monstra, których istnienia nawet się nie domyślaliśmy... - powiedziała. - Jeśli pozwolimy tym bestiom urosnąć, karmimy je naszymi namiętnościami, one prosperują i rosną w siłę, aż w końcu stają się tak potężne, że nie ma już odwrotu. Wyciągają łapska po to, co uważamy za najcenniejsze."
 
Powieść przesiąknięta jest mistycznym klimatem, tajemnicą. Niezwykłe tło XIX wiecznego Krakowa wciąga i maluje się w czytelniku gęstą atmosferę. Autorka upatrzyła sobie styl gotycki w delikatnej odsłonie grozy. Książka nie jest bardzo przerażająca, ale powoli buduje napięcie, spiętrza je z emocjami, które budzą historie poszczególnych bohaterów, co daje naprawdę nieprzeciętne wrażenie głębi pomieszanej z metafizyczną tajemniczością. Język powieści jest piękny i na wysokim poziomie, lekko poetycki, plastyczny i malowniczy. Przepełniona dziełami sztuki, klasyczną muzyką. Jako osoba dość empatyczna wgryzłam się w powieść, w jej mroki i słońce, mokłam w strugach deszczu i kąpałam się w lodowatej Wiśle. Joanna Pypłacz przeniosła mnie w całości w swoją opowieść, ale ja nie tylko jej wysłuchałam, ja w niej uczestniczyłam.

Nie zawiodła mnie ta powieść, chociaż spodziewałam się nieco mocniejszej dawki grozy. Nie spodziewajcie się po niej jakiegoś wielkiego uderzenia strachu, ale z drugiej strony wiedzcie, że działa na wyobraźnię i powoduje ten właściwy gatunkowi dreszcz.

Za możliwość przeczytania tej wspaniałej powieści dziękuję Wydawnictwu Videograf.

"Mechaniczna ćma"
Joanna Pypłacz
Wydawnictwo: Videograf
Liczba stron: 309
Ocena: 8/10





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo mnie cieszy, że zaglądasz na mojego bloga.
Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad, to mnie motywuje i nadaje większy sens temu, co piszę. Chętnie zajrzę też na Twojego bloga, jeśli jakiegoś prowadzisz.