"Dziecko" - Fiona Barton

Rynek wydawniczy obecnie przepełniony jest różnorodnymi tytułami i trudno mi czasami nadążyć za nowościami. Wkurzam się też mocno na rysowany wokół książek marketing, który nakręca czytelników na to, że oto właśnie mają przed sobą absolutne dzieło i bez przeczytania go będą ubodzy, jak sklepikarz niepotrafiący liczyć na kalkulatorze, albo kelnerka, która nie umie odpalić świeczki przy obsługiwanym stoliku. A później, jak to często bywa z reklamą, mocno zderzamy się z rzeczywistością. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest dla mnie to, że książka może być naprawdę dobra, ale przez wmawianie czytelnikom, co zastaną wewnątrz, wydawcy fundują im zawód, bo to co w niej najlepsze mieści się w zupełnie innej perspektywie.
Myślę, że podobnie stało się z "Dzieckiem" Fiony Barton. Opis i reklama mogłyby uwypuklić inne zalety tej historii, zamiast się skupiać na "pasjonującym thrillerze psychologicznym". Sięgałam po nią z nadzieją na naprawdę wyśmienity dreszczyk, ale okazało się, że dreszczyk był raczej średni. Jednak zainteresowały mnie w tej powieści inne kwestie i muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona z lektury.
Przede wszystkim Fiona Barton opisała dramatyczne historie kilku kobiet i właśnie należałoby ją odczytywać jako powieść o kobietach. Wszystkie opowieści w pewien sposób się łączą, dość bolesny i smutny. Rozwinięcie psychologiczne głównych postaci i ich przeżycia, które odkrywamy powoli, by na końcu cała fabuła obróciła się się o 180 stopni. Prawda ukazywana jest powoli, kolejne puzzle lądują we właściwych miejscach, ale niestety, część z nich jednak powinna znaleźć się w innym miejscu. Autorka manipuluje nieco czytelnikiem, buduje w nim napięcie bez wielkich zwrotów akcji i eksplozji fabularnych.

Dojrzała dziennikarka, Kate trafia na wzmiankę o odnalezionych szczątkach noworodka na budowie. Postanawia zgłębić ten temat, odnaleźć rodziców i ustalić, co zaszło wiele lat temu. Angażując się w sprawę otwiera historie kolejnych osób, które w jakiś sposób wydają się łączyć ze sprawą. Kolejne tajemnice, które zostają przed nią ujawnione stają się coraz bardziej mroczne, coraz bardziej naznaczone ludzkim cierpieniem i złem, które ma wiele twarzy, czasami też piękny uśmiech na niej.

Książka została napisana jasnym i eleganckim stylem, bez przekombinowań. Zmienna narracja dodaje jej jakiegoś smaczku, oraz pozwala sprawniej obracać się w tych historiach. Początkowo język może się wydawać surowy, oschły przez dość oszczędne nacechowanie, ale takie krótkie i nieprzesadzone zdania powodują, że czytelnik może zagłębić się w lekturę na zupełnie innym poziomie, może mniej emocjonalnym, a bardziej refleksyjnym. Zręcznie zbudowane postaci coraz bardziej rozbudzają apetyt, ich losy nie są obojętne czytelnikowi i wciąż podsycają ciekawość. To osobowości z krwi i kości, z zaletami i wadami, z cechami budzącymi przyjazne odczucia, ale również z tymi, które gwałcą nasz światopogląd. Relacja Barton jest przejrzysta, ale nie zdradza nam nic ponad to, co chciała nam w danej chwili zasugerować. Sukces tej fabuły tkwi w prawdzie, która nie została obciążona zakłamaniem, czy koloryzowaniem poszczególnych wątków. I mimo tej prawdy Autorka świetnie manipuluje czytelnikiem, wprowadzając nowe informacje, wpasowując w całość drobiazgi, które dają wrażenie, że jesteśmy już na krawędzi odkrycia meritum tych historii, a jednak okazuje się, że nadal pozostajemy odlegli od przewidzenia wszystkiego.

Powieść osadzona wielowymiarowo zarówno jeśli chodzi o bohaterów, jak i czas akcji. Tutaj sięgamy głęboko w przeszłość, przeglądamy ją i analizujemy, układamy poszczególne elementy, by dopasować je do teraźniejszości. To również mocna strona tej książki, która satysfakcjonuje i sprawia, że potrafimy wczuć się w tę powieść.

Warto wspomnieć o kilku poruszonych przez Barton sprawach w perspektywie społecznej. Dziennikarstwo śledcze w wykonaniu Kate, rysuje się tutaj jako mozolna i emocjonalna praca, jakby Pisarka chciała nam pokazać, jak powinno to wyglądać. Dodatkowo znajdziemy też kilka ważnych wskazówek, jak wpływać na ludzi, na rozmówców, by chcieli opowiedzieć nam wszystko, czego potrzebujemy i znacznie więcej. Te sposoby na otwieranie drugiego człowieka, mimo pewnego dystansu obcości, nie stanowią instrukcji krok po kroku. Pozwalają jednak wyczuć tę cienką linię, na której przekroczeniu nam zależy, gdy chcemy zrobić odpowiednie wrażenie. Czasami należy milczeć i słuchać, innym razem zrobić komuś herbatę, jeszcze innym połechtać go zainteresowaniem. Pamiętać należy o jednym, fałsz wychodzi momentalnie i zamyka każde drzwi.

Drugim bardzo cennym wątkiem dla mnie było wychowanie dzieci. W tej książce może się to większości wydać dość nieoczywiste, aczkolwiek jeśli poskładamy poszczególne fragmenty to otrzymujemy kolejne wskazówki i rady. Wychowanie potomstwa nie tylko dbanie o pożywienie, edukację i dobre maniery. W dzieci należy się wsłuchać, nie można odpuszczać tych trudnych okresów, nie można dać się ponieść złości, bo nic nie dzieje się bez przyczyny. A przyczyny mogą być bardziej lub mniej błahe, jednakże skutki mogą okazać się opłakane. Oddziaływanie okresu dziecięctwa i dojrzewania na przyszłe życie w dorosłości jest niewątpliwe i znane nam od dawna. Warto przyjrzeć się, co od siebie dołożyła, w tym temacie, Fiona Barton.

"Podobno co nas nie zabije to nas wzmocni. Ludzie tak mówią, kiedy przytrafi im się coś strasznego. Ale to nie prawda. Co nas nie zabije, łamie nam wszystkie kości, roztrzaskuje na kawałki, trzymane w całości brudnawymi bandażami i pożółkłymi plastrami. Wszystko trzeszczy wzdłuż lini pęknięcia. Jesteśmy krusi, śmiertelnie zmęczeni trzymaniem się w jednym kawałku. Czasem żałujemy, że to nas nie zabiło."

Nie chciałabym Wam opowiedzieć za dużo o tej powieści. Macie do czynienia z bardzo dobrą historią, opowieścią o kobietach osadzonych w skrajnie różnych warunkach i sytuacjach. Wszystkie przeżywają swoją prywatną tragedię i łączą się w jakiś sposób w smutku. Zakończenie jest zaskakujące, chociaż w gruncie rzeczy nie stanowi jakiegoś specjalnego przewrotu, a raczej sfinalizowanie tego do czego Autorka dążyła od początku. Nie nastawiajcie się na ogromny dreszcz, bo moc tej książki tkwi w czymś innym i jest ogromna.

Fiona Barton
"Dziecko"
Tłumaczenie: Agata Ostrowska
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 544
Bardzo mnie cieszy, że zaglądasz na mojego bloga.
Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad, to mnie motywuje i nadaje większy sens temu, co piszę. Chętnie zajrzę też na Twojego bloga, jeśli jakiegoś prowadzisz.